dom



robię zdjęcia z okna, kiedy wychodzi słońce, czy zrobiłem chociaż jedno, jak było ponuro? chyba tylko jak padał śnieg, robię je jakbym chciał je-to słońce sobie zarchiwizować i powracać do niego w trakcie szarości, ale tak naprawdę nie wiem czemu je robię, chyba jest ładnie i to wystarczy by to zatrzymać w pamięci – choćby telefonu, poza tym czerpię dużo przyjemności ze zmian pór roku, codziennie rano wstaję, wyglądam, a drzewo coraz bardziej zielenieje, myślę, że nie doceniałbym tego tak samo, jakby cały rok było tak samo zielono-liściaste 
zaczęły rosnąć czerwone owoce, ale tak szybko jak się pojawiły, tak szybko też znikły, to chyba były czereśnie i ktoś je zebrał, w ogóle się na tym nie znam, mówiłem, że rośnie u mnie jarzębina... no cóż, przynajmniej kolor się zgadzał 
w niższym drzewie sroka uwiła sobie gniazdo, patrzyłem kiedy w nim jest, prześwitywały jej czarne i białe piórka, podekscytowany zawołałem mojego chłopaka, zobacz właśnie przyleciała, i staliśmy tak przed oknem wpatrzeni w nią w ciszy z dziesięć minut, czekając na co? jakiś ruch? emocjonujący i wzruszający poród małych srok


o tym, że właśnie zakwitł lilak/bez, najszybciej dowiaduję się z nowych zdjęć dodanych przez moje ciocie na facebooku, z serdecznym uśmiechem na twarzy zanurzają się w barwnym krzaku, trzymając jego białe lub fioletowe kwiaty, to strasznie urocze, lubię te zdjęcia, sam zawsze uśmiecham się, kiedy je widzę, mam w głowie i w ciele wpisane konkretne schematy zachowań, nie lubię tego, a jednak myślę, ze mój wiek i płeć nie pozwalają mi zrobić sobie takiej bezowej sesji, wyszłoby crindżowo, może jakbym się postarał to co najwyżej kampowo, może kiedyś do tego dorosnę 

czasem wybieram inną drogę, kiedy wcześniej pomyślę, że nie mam ochoty po raz kolejny przemierzać Żółkiewskiego, moje przyjaciółki, które mnie odwiedzają, mówią, że nie lubią tej ulicy, budzi w nich lęk i dyskomfort, ja tego nie odczuwam, chodzenie nią w ogóle nie wzbudza we mnie strachu, w takich momentach myślę o przywileju, jaki daje mi moje duże, męskie ciało, zazwyczaj mam z nim problem, ale jak się okazuje, potrafi też dawać poczucie bezpieczeństwa


chodzenie wieczorem, już po zmroku, kiedy czuję termiczny komfort, ludzi jest mniej a jeży więcej to chyba moja ulubiona forma odpoczynku i spotkania się z tym, co poza budynkami, ostatnio jeży jest tu bardzo dużo, jeden załapał się nawet na zdjęciu, przedwczoraj wyrównali tu teren, wyrywając trawę, chwasty, małe krzewy i drzewka, rok temu ścięli dwa ogromne drzewa, które dobrze zasłaniały promienie słońca wpadające do mieszkania, pamiętam, że obudził mnie odgłos mechanicznej piły, huk i drganie ścian od upadających dużych kawałków drewna, pewnie jeże zamieszkiwały te przestrzeń, teraz się błąkają zagubione, nie wiedziałem, że potrafią aż tak szybko chodzić, niedługo pewnie ludzie wybudują tu duży blok mieszkalny, będę miał nowe sąsiadki, szkoda, że zyskując nowych ludzkich sąsiadów muszę tracić tych nie-ludzkich


wilgotne powietrze, przyjemnie zimno, choć i tak ciepło, w końcu założyłem kurtkę w poliestru, czego mogłem się spodziewać, często odczuwam konkretne warunki pogodowe, jako powidoki innych dni w roku, zadziwiająco często kiedy otwieram okno czuję, że powietrze pachnie jak we Wszystkich Świętych, idę bardzo powoli, nie spieszę się, wrócę to włączę Bridget Jones i pewnie zasnę, tutaj powietrze pachniało 2014 rokiem i wakacjami nad morzem, tak jakbym jutro mógł wstać i niczym się nie przejmować