Posty

o blogu z chodzenia

Blog z chodzenia to mój mały projekt-pamiętnik oparty na ucieleśnionej praktyce codziennego przemieszczania się. Wychodząc od osobistej historii pracy z formą bloga – medium znanym mi z dzieciństwa, które służyło mi jako narzędzie estetyzacji i katalogowania modowych inspiracji – powracam do tej formy po latach, by potraktować ją jako narzędzie somatycznego archiwum. Tym razem nie interesuje mnie jednak to, co na stopach (jak kiedyś modne mokasyny z CCC), ale to, co pod nimi – materialne warstwy przestrzeni, które przecinają moje powtarzalne, codziennie wydeptywane trasy. Blog zawiera serię zapisów – zdjęć, dźwięków i krótkich notatek tekstowych – powstałych podczas lub tuż po przejściach przez trzy bliskie mi przestrzenie. Każdy wpis poświęcony jest innemu miejscu: okolicom mieszkania, w którym na co dzień mieszkam w Warszawie, rejonowi bliskiemu mojemu domu rodzinnemu pod Radomiem oraz przestrzeniom wokół Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, w którym studiowałem. Z ...

dom

Obraz
robię zdjęcia z okna, kiedy wychodzi słońce, czy zrobiłem chociaż jedno, jak było ponuro? chyba tylko jak padał śnieg, robię je jakbym chciał je-to słońce sobie zarchiwizować i powracać do niego w trakcie szarości, ale tak naprawdę nie wiem czemu je robię, chyba jest ładnie i to wystarczy by to zatrzymać w pamięci – choćby telefonu, poza tym czerpię dużo przyjemności ze zmian pór roku, codziennie rano wstaję, wyglądam, a drzewo coraz bardziej zielenieje, myślę, że nie doceniałbym tego tak samo, jakby cały rok było tak samo zielono-liściaste  zaczęły rosnąć czerwone owoce, ale tak szybko jak się pojawiły, tak szybko też znikły, to chyba były czereśnie i ktoś je zebrał, w ogóle się na tym nie znam, mówiłem, że rośnie u mnie jarzębina... no cóż, przynajmniej kolor się zgadzał  w niższym drzewie sroka uwiła sobie gniazdo, patrzyłem kiedy w nim jest, prześwitywały jej czarne i białe piórka, podekscytowany zawołałem mojego chłopaka, zobacz właśnie przyleciała, i staliśmy tak przed o...

dom rodzinny

Obraz
dźwięki żab, jest ich tak dużo, że sam nie wiem, czy ich chór bardziej mnie fascynuje, czy przeraża, zawsze tu były, ale chyba nigdy nie aż tak głośne, a może nigdy wcześniej się nie zastanawiałem nad natężeniem dźwięków, które wydają, spekuluję o sprawczości żab, żabia rewolucja, ostatnio kupiłem mamie głośnik z dźwiękami do snu, bo mówiła, że łatwiej jej się usypia przy dźwiękach ptaków lub strumyczka, ale mówi, że na razie za często go nie używa, w okresie letnim otwiera okno – słucha żab   bobry zbudowały tamę, skrolując tiktoka, dowiedziałem się, że robią to po to, by zbudować sobie taki głęboki basenik do pływania i mieszkania, ciekawe jakby to było zamieszkać w żeremi, pewnie mokro, błotniście, to chyba nie dla mnie moja codzienna droga do przedszkola i podstawówki prowadziła przez ten mostek, lubiłem się na nim zatrzymywać i wychylać się za barierki, obserwować czy coś się zmienia, kiedy wracaliśmy ze szkoły z moją przyjaciółką, wrzucaliśmy zerwane rośliny po jednej stronie...

ikp

Obraz
pisane z perspektywy czasu z dużą wilgotnością w oczach: tamtego dnia też byłem rozklejony, pożegnania zawsze mnie poruszają, coś się wtedy we mnie kurczy, może właśnie dlatego, gdy żegnam się z kimś bliskim, zawsze mówię „do później”, jakbyśmy mieli się zobaczyć za kilka godzin, choć przecież wiem, że tak nie będzie, oszukiwanie siebie? może, jednak wolę myśleć o tym jako o praktyce reparacyjnej: twórczej kompensacji, tworzeniu alternatywnej czasoprzestrzeni, formie utopijnego przetrwania i tak dalej, i tak dalej, lubię te określenia, to miejsce mi je dało, i czuję za to ogromną wdzięczność, bo lepiej mi się z nimi/tą wiedzą/doświadczeniem, które tu zyskałem/ludźmi, których tu poznałem – przechodzi przez życie poczucie domowości, przynależności, cichej pewności, że jednak gdzieś pasuję,  wdzięczność, tęsknota, smutek, szczęście, ścisk w żołądku, niedowierzanie, że to już