o blogu z chodzenia

Blog z chodzenia to mój mały projekt-pamiętnik oparty na ucieleśnionej praktyce codziennego przemieszczania się. Wychodząc od osobistej historii pracy z formą bloga – medium znanym mi z dzieciństwa, które służyło mi jako narzędzie estetyzacji i katalogowania modowych inspiracji – powracam do tej formy po latach, by potraktować ją jako narzędzie somatycznego archiwum. Tym razem nie interesuje mnie jednak to, co na stopach (jak kiedyś modne mokasyny z CCC), ale to, co pod nimi – materialne warstwy przestrzeni, które przecinają moje powtarzalne, codziennie wydeptywane trasy.


Blog zawiera serię zapisów – zdjęć, dźwięków i krótkich notatek tekstowych – powstałych podczas lub tuż po przejściach przez trzy bliskie mi przestrzenie. Każdy wpis poświęcony jest innemu miejscu: okolicom mieszkania, w którym na co dzień mieszkam w Warszawie, rejonowi bliskiemu mojemu domu rodzinnemu pod Radomiem oraz przestrzeniom wokół Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, w którym studiowałem. Z racji tego, że dużo czasu spędzam w domu, zależało mi, by ten blog nie dokumentował wnętrz budynków, ale to co dzieje się na zewnątrz. Zdjęcia powstały niedawno, na granicy wiosny i lata 2025 roku, w czasie intensywnego rozkwitu i mojej potrzeby zanurzania się w zielonych, pulsujących przestrzeniach. 


Do każdego z przejść przypisany jest osobny dźwięk – nagrany dyktafonem w telefonie i umieszczony na blogu w górnym, różowym pasku – oraz zestaw zdjęć poddanych subtelnej cyfrowej obróbce: rozmyciu, rozświetleniu, zamgleniu. Estetyka ta, inspirowana m.in. fairy-core oraz sposobem używania nieostrych form w queerowych praktykach wizualnych, stanowi próbę uchwycenia stanu percepcyjnego, który towarzyszy mi często w sytuacjach przekroczenia domowej intymności: przebodźcowania, dezorientacji, ale też podatności na drobne przyjemności-sensoryczne mikroolśnienia. Te rozmycia traktuję jako afektywne szczeliny – momenty zawahania, niepewności, lęku, które myślę, że sporo mówią o tym, jak funkcjonuję w świecie.


Chodzenie postrzegam tu jako czułą praktykę poznawania: sposób uruchamiania ciała w relacji do otoczenia; mikrobadanie codzienności, które dzieje się bardziej poprzez skórę i oddech niż przez język. Po zajęciach z chodzenia wiem już, że ruch sam w sobie generuje wiedzę – nie taką, którą zapisuje się w pliku tekstowym (już prędzej na kolorowych karteczkach), ale taką, która powstaje i zostaje w ciele: w napięciach, rytmach, rozbłyskach uwagi. W chwilach, gdy coś mnie lekko poruszy albo zatrzyma. Na tym blogu chciałbym zastosować tę perspektywę – potraktować chodzenie jako sposób myślenia, widzenia, wąchania, dotykania i słuchania przestrzeni, reagowania na nią, zapisywania tego, co dzieje się pomiędzy mną a światem, innymi ludźmi i nie-ludźmi.


Blog jako medium nie jest jedynie sentymentalnym wyborem, ale też formą otwartą – umożliwiającą powrót, aktualizację i dalsze zapisy. Może z czasem pojawią się tu nowe spacery. 


Mikołaj