dom rodzinny
dźwięki żab, jest ich tak dużo, że sam nie wiem, czy ich chór bardziej mnie fascynuje, czy przeraża, zawsze tu były, ale chyba nigdy nie aż tak głośne, a może nigdy wcześniej się nie zastanawiałem nad natężeniem dźwięków, które wydają, spekuluję o sprawczości żab, żabia rewolucja, ostatnio kupiłem mamie głośnik z dźwiękami do snu, bo mówiła, że łatwiej jej się usypia przy dźwiękach ptaków lub strumyczka, ale mówi, że na razie za często go nie używa, w okresie letnim otwiera okno – słucha żab
bobry zbudowały tamę, skrolując tiktoka, dowiedziałem się, że robią to po to, by zbudować sobie taki głęboki basenik do pływania i mieszkania, ciekawe jakby to było zamieszkać w żeremi, pewnie mokro, błotniście, to chyba nie dla mnie
moja codzienna droga do przedszkola i podstawówki prowadziła przez ten mostek, lubiłem się na nim zatrzymywać i wychylać się za barierki, obserwować czy coś się zmienia, kiedy wracaliśmy ze szkoły z moją przyjaciółką, wrzucaliśmy zerwane rośliny po jednej stronie, patrzyliśmy ile potrzebują czasu, by przepłynąć na drugą stronę, ta rzeka zawsze płynęła bardzo wolno i to się nie zmieniło
było tu mnóstwo drzew, tworzyły łuk triumfalny dla Zagożdżonki, kiedy mówię komuś z rodziny, że trochę mi ich brakuje, to słyszę, że zasięg się chociaż polepszył, nie trzeba wychodzić na podwórko, żeby do siebie zadzwonić, czy jedna kreska tmobila była tego warta, ja znam moją odpowiedzieć na to pytanie, ale wyczerpałem już w sobie energię na tłumaczenia, próbuję cieszyć się z tego, co jeszcze pozostało
jest tu tak cicho, spokojnie, relaksująco, powinienem to doceniać, a jednak trudno mi jednoznacznie powiedzieć, że moje ciało odpoczywa, wciąż pozostaje w stanie permanentnego napięcia i gotowości do działania, nawet wtedy, gdy nie ma potrzeby, by działać, jednocześnie rozlewa się bezkształtnie bez mojej zgody, niezdolne do jakiegokolwiek ruchu, też jakby wiedziało, że coś złego może się zaraz wydarzyć, mimo że przecież nic takiego tu się nie dzieje
każdy dzień wyglada niemal tak samo, lubię bezpieczną rutynę, ale też na dłuższą metę strasznie mnie przytłacza, przez nasze podwórko przewinęło się dużo kotów, ostatnio pojawił się królik, uciekł od sąsiada i wcale mu się nie dziwię, bo też bym od niego uciekł, uciekł, no ale wraca, pewnie zdążył już wykształcić w swoim małym króliczym ciele sztokholmski syndrom
myślę, że coraz częściej chętniej tu wracam




